Jak naprawdę ćwiczymy słuchanie: zakulisowe notatki z zajęć
Halina Wiśniewska
5 min czytania
Prowadząca kursu opowiada, jak krok po kroku wyglądają ćwiczenia z aktywnego słuchania: kto z kim siada, co notujemy i dlaczego pytania ważą więcej niż rady.

Od czego zaczyna się zajęcia
Pierwsze piętnaście minut każdego spotkania wygląda u nas podobnie, bez względu na grupę. Ustawiamy krzesła w półkole, parzyście, tak żeby każdy widział twarz drugiej osoby. Nie zaczynam od teorii, tylko od prostego pytania: kiedy ostatnio ktoś naprawdę Cię wysłuchał i co wtedy zrobił? Odpowiedzi bywają zaskakująco konkretne. Ktoś mówi o sąsiadce, która odłożyła telefon. Ktoś inny o koledze z pracy, który milczał o sekundę dłużej, niż wypadało.
Te wspomnienia zapisuję na tablicy bez nazwisk i komentarzy. Po kilku minutach mamy własną listę zachowań, które pomagają mówić, i drugą, które zniechęcają. To ważne, bo uczestnicy po czterdziestce mają za sobą dziesiątki lat rozmów i nie potrzebują, żeby ktoś im tłumaczył, czym jest rozmowa. Potrzebują zobaczyć własne nawyki z boku, spokojnie i bez oceniania.
Dopiero na tej liście budujemy resztę zajęć. Dzięki temu ćwiczenia nie wydają się narzuconą metodą, tylko porządkowaniem tego, co grupa już wie.
Ćwiczenie w parach: jedna osoba mówi, druga milczy
Podstawowe ćwiczenie jest bardzo proste i właśnie dlatego trudne. W parach jedna osoba przez trzy minuty opowiada o czymś zwykłym: o wczorajszym dniu, o ogrodzie, o zakupach. Druga nie może nic powiedzieć, nie wolno jej nawet dopowiadać własnych przykładów. Może tylko kiwać głową i patrzeć. Po czasie zamieniamy się rolami.
Najczęściej słyszę potem: nie wiedziałem, jak bardzo chcę wtrącić swoją historię. Rzeczywiście, odruch podchwycenia tematu i skierowania go na siebie jest silny, a w codziennych rozmowach uchodzi za życzliwość. Tutaj widać go jak na dłoni. Uczestnicy zauważają, że kiedy nikt nie przerywa, mówiący sam doprecyzowuje, co miał na myśli, i często dochodzi do wniosku, którego na początku nie planował.
Ćwiczenie powtarzamy kilka razy w trakcie kursu, za każdym razem z nieco trudniejszym tematem.
- Trzy minuty mówienia, trzy minuty ciszy po stronie słuchającego
- Bez rad, bez własnych przykładów, bez przerywania
- Po każdej turze krótka rozmowa o tym, co było trudne
Jak uczymy pytań, które porządkują rozmowę
Drugi etap to pytania. Zwykle pytamy odruchowo albo po to, żeby przekonać: czy nie uważasz, że to trochę przesada? Takie zdanie wygląda jak pytanie, a jest już oceną. Na zajęciach rozbieramy takie przykłady i próbujemy je przerobić na pytania otwarte, dzięki którym rozmówca ma przestrzeń na odpowiedź.
Pracujemy na kartkach z krótkimi sytuacjami: sąsiad skarży się na hałas, brat opowiada o sporze o spadek, koleżanka z klubu mówi, że ma dość. Uczestnik wybiera jedną i układa trzy pytania, które pomogłyby zrozumieć, o co naprawdę chodzi. Potem czytamy je na głos, a grupa zgaduje, które z nich otwiera, a które zamyka rozmowę.
Zauważyłam, że najlepsze pytania są zazwyczaj krótkie. Co się wtedy stało? Co jest dla Pani najważniejsze w tej sprawie? Nie brzmią efektownie, ale działają, bo nie niosą ze sobą żadnej tezy.
- Pytanie otwarte zaczyna się od: co, jak, w jaki sposób
- Unikamy pytań z ukrytą tezą
- Parafraza przed pytaniem: Czy dobrze rozumiem, że...
Notatki, które zostają po zajęciach
Każdy uczestnik dostaje kartkę, na której notuje tylko jedno: co usłyszał w ćwiczeniu, czego się nie spodziewał. Nie prowadzimy ocen ani sprawdzianów. Kartka służy do tego, żeby w domu wrócić do jednej konkretnej obserwacji, zamiast do ogólnego wrażenia, że było miło i pouczająco.
Po kilku tygodniach pytam grupę, co z tych obserwacji zadziałało w prawdziwych rozmowach. Opowiadają o obiadach rodzinnych, rozmowach z dorosłymi dziećmi, spotkaniach w stowarzyszeniu. Jedna z uczestniczek przyznała, że zamiast odpowiadać mężowi od razu, powtórzyła jego zdanie własnymi słowami. Rozmowa, która zwykle kończyła się trzaśnięciem drzwiami, trwała dziesięć minut dłużej i skończyła się ustaleniem.
Takie opowieści są dla mnie najlepszą informacją zwrotną i często zmieniam przez nie przebieg kolejnych spotkań.
Czego nie robimy i dlaczego
Nie nagrywamy uczestników i nie robimy publicznych pokazów, w których ktoś ma popisywać się przed grupą. Dorośli uczą się wolniej, kiedy czują się oceniani, a słuchanie wymaga poczucia bezpieczeństwa. Jeśli ktoś nie chce opowiadać o czymś osobistym, wybiera neutralny temat i ćwiczenie działa tak samo.
Nie obiecujemy też, że po kursie każda rozmowa będzie łatwa. Aktywne słuchanie nie zastępuje cierpliwości ani nie sprawia, że rozmówca nagle zmieni zdanie. Pomaga natomiast zrozumieć, z czym naprawdę się spieramy, i odróżnić fakty od emocji, które je przykrywają.
Tempo zajęć dostosowuję do grupy. Jeśli widzę, że ćwiczenie wywołuje zmęczenie, skracam je albo robimy przerwę na herbatę. Zimą, kiedy dni są krótkie, a ludzie przychodzą po pracy, ma to szczególne znaczenie.
- Bez nagrywania i występów przed grupą
- Bez obowiązku opowiadania o sprawach prywatnych
- Bez obietnic, że rozmówca zmieni zdanie
Co możesz zrobić już w tym tygodniu
Jeśli chcesz spróbować czegoś na własną rękę, wybierz jedną rozmowę dziennie, najlepiej z osobą, którą dobrze znasz. Przez pierwsze dwie minuty tylko słuchaj, a potem powtórz własnymi słowami, co usłyszałeś, zanim cokolwiek dodasz. Nie przejmuj się, jeśli początkowo wyda się to sztuczne. Sztuczność mija po kilku próbach.
Zimowe wieczory sprzyjają takim eksperymentom, bo więcej czasu spędzamy przy stole, z rodziną albo przy telefonie z dawno niewidzianymi znajomymi. To dobra pora, żeby zauważyć własne odruchy: kiedy wchodzimy w słowo, kiedy kończymy cudze zdania, kiedy kiwamy głową, choć myślimy już o czymś innym.
Zapisz wieczorem jedno zdanie o tym, co zauważyłeś. Po tygodniu masz już siedem obserwacji i obraz własnego sposobu słuchania, którego nikt inny za Ciebie nie narysuje.
Słuchanie nie jest talentem, tylko umiejętnością, którą ćwiczy się powoli, w małych krokach i bez presji. Na zajęciach widzę, że największa zmiana zaczyna się wtedy, gdy ktoś po raz pierwszy zauważy własne przerwanie rozmówcy i odpuści. Warto zacząć od jednej rozmowy dziennie, bez oczekiwań. Reszta przychodzi stopniowo, razem z poczuciem, że rozmowy stają się spokojniejsze i bardziej zrozumiałe dla obu stron.